Powody, dla których zostałem freelancerem

Bądź innyJak wskazuje sam tytuł, wcześniej freelancerem nie byłem. Owo „wcześniej” znaczy w moim przypadku około dwóch miesięcy. Do tego czasu moja tzw. ścieżka kariery przebiegała może niezbyt typowo, ale też nie odbiegając daleko od średniej statystycznej, z zaznaczeniem, że jest to średnia statystyczna dla studentów z dużych uczelni.

Otóż najpierw były studia (przez czas najdłuższy jak to tylko możliwe).

Później praca pierwsza → praca druga → praca kolejna.
Płaca niska → płaca średnia → płaca bardzo dobra.

Na dodatek wszystkie prace bez jakiegokolwiek bezpośredniego związku z komputerami oprócz nieśmiertelnych Power Pointów i oczywiście szczytu zaawansowania technologicznego – tabel przestawnych w Excelu.
Podczas pierwszej wizyty w centrali jednej z korporacji gdy chciałem się przedstawić i normalnie opowiedzieć kilka zdań o sobie, usłyszałem “Do you have a presentation for that?”. Na początku przyjąłem to jako średnich lotów żart, ale później się okazało, że byłem chyba pierwszy, który “zaprezentował swoją osobę” bez użycia prezentacji w Power Poincie.

Mimo jednak faktu, że wszystkie poprzednie miejsca pracy nie były związane z IT, ciągle robiłem swoje po godzinach pracy. W tym przypadku swoje = wachlowanie kodem, tworzenie mniej lub bardziej użytecznych programów / serwisów, obmyślanie koncepcji na następny “killer-app” itp.

Dostatecznie długi czas minął i dostatecznie wiele niesamowitych pomysłów nie zrealizowałem, żeby zacząć myśleć o tym, żeby jednak poważniej podejść do tematu. Każdy kolejny niezrealizowany pomysł (brak czasu, zbyt duże wymagane nakłady pracy na realizację po godzinach, świat poza pracą i monitorem, który jest na tyle nęcący, że się domaga trochę więcej niż tylko paru godzin na dobę) pchał mnie coraz bardziej ku decyzji, która zapadła te parę miesięcy temu.
Oprócz tego, było też kilka innych, równie kluczowych elementów:

  • Rutyna – po pół roku w każdej dotychczasowej firmie ilość nowych rzeczy do poznania, nauczenia się, zastosowania, spada praktycznie do prawie niezauważalnego minimum.
  • Poniedziałkowe poranki – uczucie skazańca idącego na stos (albo przynajmniej przestępcy wracającego z przepustki) zaczynając nowy tydzień.
  • Poczucie robienia “czegoś ważniejszego, czegoś, co ma znaczenie”. A raczej jego brak.
  • W związku z powyższym – odczucie, że się powinno być całkiem gdzie indziej (patrz rys. 1).
  • No i patrząc z perspektywy dnia dzisiejszego, mogę z pewnością potwierdzić, że jeden z najważniejszych powodów to chęć zmiany ścieżki A-B na ścieżkę A-C (patrz rys. 2). Udało się bezbłędnie.

A już po uczynieniu kroku milowego, trzeba było sobie odpowiedzieć na pytanie: “co dalej?”.
Pytanie bardzo ważne, ale też niemożliwe do przewidzenia w danym momencie. Z grubsza dróg jest kilka:

  • Freelancing na pełen etat
  • Założenie własnej firmy na podstawie jednego z pomysłów na “killer-app”
  • Rozwijanie stopniowo pomysłu numer dwa, zarabiając przy tym na to poprzez częściową realizację planu numer jeden.

Wybrałem plan trzeci i tego się na razie trzymam.

Freelance - budzik“W kolejnym odcinku”…
…będzie mniej historii, a więcej praktyki (jeśli będzie to artykuł o Ruby on Rails) lub analizy (jeśli będzie o startupach).

PS. Teraz w poniedziałek rano jak włączam radio i słyszę jak prowadzący/a współczuje wszystkim, bo jest właśnie “poniedziałek rano”, to wreszcie nie rozumiem o co mu/jej chodzi (patrz rys. 1, 2)

Liczba komentarzy: 7 ↓

#1 Był sobie chłopiec… — Alt + Sabon 10.17.07 o 2:50

[...] Powody, dla których zostałem freelancerem → [...]

#2 Ludwik C. Siadlak 10.21.07 o 9:40

Ten link powinien Ci się spodobać:
http://www.businesscreditcards.com/bootstrapper/the-100-tools-freelancers-cant-live-without/

Pozdrawiam serdecznie
Ludwik

#3 Shoovi 10.24.07 o 21:23

Czołem,
Skąd ja tu trafiłem? Hmmm chyba z bolga Alexa.
Radek, Twojego bloga właśnie wrzuciłem do bookamrka. Masz pisane i co najważniejsze to nie jest lanie wody.
Z niecierpliwością czekam na dalsze wywody świeżego freelancera… powód? Sam jestem u progu ważnych decyzji, a to o czym piszesz – te mega pomysły na kill-apps, super startup’y, tony niezrealizowanych pomysłów oraz brak czasu na życie… coś bardzo znajomo brzmi ;)

Bywaj

#4 Sabon 10.24.07 o 21:50

Shoovi,
Dzięki za dodanie do bookmarków.
Powodzenia z ważnymi decyzjami i oby były słuszne ;)
Ja na razie żadnych swoich nie żałuję, więc Tobie życzę tego samego.

#5 Shoovi 10.25.07 o 22:08

Sabon,
Jeśli założysz działalność gosp. (może już to zrobiłeś?), to czy możemy liczyć na swego rodzaju relacje z tego jak wiele czasu zajmuje Ci „biurokracja” itd.taka vivisekcja młodej firmy ;)

#6 luk 10.26.07 o 11:38

Ja juz jestem od jakiegos czasu na swoim i powiem jedno choc miejscami jest ciezko to jednak warto , choć by włąsńie daltego by mieć poczucie tego że robi się coś co później po nas poczęsći pozostanie na początku nie jest łatwo gdy robisz biznes z kikoma innymi ludzmi możńa powiedzieć jest łatwiej ale gdy na początku jesteś sam trzeba w sobie naprawdę odkryć pokłady optymizmu i motywacji do dalszej pracy , podatki urzędy i inne rzeczy również skutecznie psują na początku radość z pierwszych samodzielnie zarobionych pieniędzy , poza tym jedno z zagrożeń to też miejsce gdzie się taką firmę prowadzi czy jest to dom czy jednak decydujemy się na wynajęcie jakiegoś lokum , mam paru znajomych którzy zdecydowali się na samodzielną pracę w domu i po jakimś czasie trafia ich po prostu szlak , stała praca oprócz etatu daje również to co na początku własnej działalności jest dość małe (szczególnie chodzi tu o takie powiązane z IT) czyli kontakty między ludzkie , później jest z tym zdecydowanie lepiej ale początki wierzcie mi łatwe nie są. Także jeżeli mogę coś polecić to biznes zakładać z kimś zaufanym (wiem wiem mówiły jaskółki że nie dobre są spółki) wtedy zdecydowanie lepiej się działa jeden motywuję drugiego i idzie się do przodu .

Ale w każdym bądź razie powodzenia życzę i samych sukcesów )-)

pozdrawiam

#7 jwieczorek 11.22.07 o 9:34

Musze przyznac, iz podzielam Twoje zdanie na temat slow prowadzacego audycje radiowa. Niestety, dla (strzelam) 90% polakow tak wlasnie jest. Poniedzialek jest dniem wyjscia na tydzien do „kamieniolomu” i bardziej kojarzy sie z kara niz z czyms przyjemnym. Osobiscie czekam na poniedzialek, bo wiem ze znow ze znajomym ruszymy projekt o kilka/kilkanascie ticketow do przoduz z naszym projektem. I na pewno bym sie tak nie czul, gdybym szedl do zwyklej pracy na etat (pracowalem rok z panstwowej firmie). A tak mam poczucie, ze robie cos dla siebie i pracuje na swoja przyszlosc, a nie przyszlosc mojego pracodawcy.

Zostaw swój komentarz