Dlaczego powstaje mało serwisów mimo ciągle zmniejszającej się bariery wejścia?

kabelek Czy w Polsce są ludzie mniej zdolni niż w USA czy chociażby nawet w Niemczech? Czy mają mniej determinacji, umiejętności albo czasu? Jeśli nie, to dlaczego w innych krajach powstaje dużo więcej firm, serwisów czy usług internetowych (nie używając niemodnego już buzzwordu), niż w Polsce? Poniżej postaram się odpowiedzieć na te pytania, wraz z wyszczególniem co wpływa na taki właśnie stan rzeczy.

Bariery z niedawnej przeszłości

  • Hosting
    Serwery są drogie, niedostępne dla przeciętnego śmiertelnika i na dodatek wybór był niemalże pomiędzy kontami typu „Geocities” (co najwyżej można wrzucić obrazek i napisać kilka słów) a serwerem dedykowanym. Opcje pomiędzy – pominięte albo w ilościach śladowych.

  • Znajomość serwerów
    Jeśli się miało serwer, to trzeba było albo być guru linuxa albo mieć takiego kolegę. Bez tego nic większego, niż postawienie bloga nie dawało się zrobić.

  • Czas tworzenia
    Od powstania koncepcji do stworzenia produktu końcowego mijało co najmniej od kilku do kilkunastu miesięcy – nawet jeśli pracowała przy tym spora grupa ludzi.

  • Sposoby dotarcia do szerszego grona
    Albo się było portalem albo zamiast tworzenia serwisów wybierało się koszykówkę, imprezy, podróże, alkohol – co kto wolał. Brak pierwszego warunku dawał szeroki wachlarz możliwości. Wszystkie z nich z dala od klawiatury (co oczywiście daleko nie zawsze jest złe).

  • Mały rynek docelowy
    Mało tego, że stosunkowo mały, to na dodatek skrzętnie podzielony pomiędzy wyżej wspomniane portale, które w oczach chcącego coś zrobić zapaleńca wyrastały na krwiożercze bestie winne całemu złu – od zgarniania wszystkich przychodów reklamowych po trądzik.

  • Brak możliwości finansowania
    Albo pieniądze masz… albo je zdobywasz w taki sposób, który po pierwsze skutecznie zabiera kilkanaście godzin na dobę, a po drugie starcza tylko na to, by podtrzymać się w stanie pozwalającym na dalsze poświęcanie tych kilkunastu godzin dzień w dzień i może jeszcze na to, by twoja dziewczyna / narzeczona / żona była dostatecznie zadowolona (czyt. „tolerowała taki stan rzeczy”).
    Mała dygresja: użyłem płci żeńskiej, bo po pierwsze w tej branży mało jest kobiet, a po drugie w przypadku mężczyzny to nie brzmiałoby tak samo dobrze.

  • Konieczność postawienia wszystkiego na jedną kartę
    Powyższe punkty niejako prowadzą do tego, że trzeba włożyć naprawdę mnóstwo wysiłku, czasu i pieniędzy, żeby z czymś wystartować (ukierunkowane studia, zdobywanie finansowania, długi czas tworzenia etc.) Jeśli mimo to produkt / usługa / interes nie wypali, to nie pozostaje wiele innych opcji.

  • Małe możliwości monetyzacji
    Jeśli nie uda mi się zdobyć kawałeczka tortu reklamowego, to tak jakby mnie w ogóle nie było. A tego kawałeczka nie uda mi się zdobyć, bo nie mam sposobów dotarcia do szerszego grona. A nie mam tego sposobu, bo nie mam pieniędzy, z którymi to dotarcie nieodwołalnie się wiąże. A nie mogę długo czekać aż stopniowo zbuduję bazę użytkowników, bo hosting i ogólne koszty utrzymania są drogie itd.

Teraz

  • Tani hosting
    Nie wypiję kilku piw miesięcznie, nie pójdę raz na imprezę albo nie kupię raz zbędnego gadżetu i już spokojnie mnie stać na miesięczne opłacenie serwera, na którym bez najmniejszego problemu można postawić początkujący serwis, który powinien sobie poradzić z pierwszymi, nawet większymi „falami” użytkowników.

  • Łatwość wdrażania
    Nie muszę się znać na serwerach, znać wszystkie komendy linuxa, od podszewki znać TCP/IP i DNS, żeby móc odpalić wreszcie swój serwis. W PHP jest to wręcz dziecinnie łatwe, a i do niedawna słynące z problematycznego wdrażania Ruby on Rails ma takie narzędzia jak Capistrano, które również upraszczają to jak tylko się da. Wczoraj od wymyślenia nazwy domeny do działającej na serwerze wersji serwisu napisanego w Ruby on Rails (z działającą domeną włącznie) minęło około pół godziny.
    Więcej na temat serwisu w jednym z kolejnych postów. Oczywiście każdy nie może już się doczekać, jakżeby inaczej?

  • Frameworki
    Nie ma potrzeby pisania wszystkiego w tasiemcowych plikach lub tworzenia własnych frameworków w celu automatyzacji najczęściej używanych funkcji lub zadań. Ogromna większość tej żmudnej pracy została już za nas zrobiona przez autorów różnych frameworków. Na dodatek mamy logicznie ułożoną strukturę serwisu, gdzie nie tylko programista to piszący się połapie, ale i ten, który przyjdzie po nim. Chyba że ten poprzedni do niczego się nie nadawał, ale w takim przypadku nawet najlepszy następca jedyne co może zrobić, to najwyżej zacząć wszystko od nowa. Albo oczywiście, jeśli ma ochotę – może wybrać koszykówkę, imprezy, podróże, alkohol… jednak to odbiega już nieco od tematu.

  • Kanały dotarcia
    Już nie trzeba mieć dużych pieniędzy, żeby dotrzeć do szerszego grona. Wystarczy dobry wykonanie pomysłu, z którym się startuje i przemyślane działania pseudomarketingowe. Z pomocą tu oczywiście idą wszelkiej maści serwisy mniej lub bardziej społecznościowe (tu umownie niech to będzie nazwane Web 2.0) W mniejszym stopniu Web 1.0, a najbardziej oczywiście Web 0.0 (czyli zero webu, a dużo hype’u i szumu wokół tematu lub serwisu – działa świetnie).

  • Rosnący rynek
    Tym łatwiej jest używać powyższych kanałów, im więcej jest ludzi z nich korzystających. A grupa docelowa rośnie. Tort do podzielenia puchnie. I choć portale nadal mają dla siebie największe kawałki, to jednak coraz większe okruchy spadają i od czasu do czasu nawet wisienka się znajdzie.

  • Brak konieczności finansowania
    Po pierwsze wystartować można już bez finansowania. To jest przydatne tudzież potrzebne gdy serwis się rozwinie i zacznie generować ruch (i jeśli dobrze pójdzie, to przychody). Mimo jednak iż nie zawsze jest koniecznośś finansowania, to teraz dużo łatwiej o możliwość finansowania. Fundusze VC, anioły biznesu i ogólna większa chęć inwestowania w technologie i przestanie postrzaganie internetu jako zabawki dla dużych chłopców. Wszystko działa na korzyść tych, którzy chcieliby tą kasę wziąć i coś z nią zrobić.

  • Kupujące portale
    Nie jest to zjawisko masowe ani też nie padają spektakularne sumy, ale „podwaliny zostały podłożone” i precedensy ustanowione. Co prawda nie wszystkie portale kupują (niektóre wręcz mają „politykę niekupowania”, jednak lody się zaczęły kruszyć i widać ruch w interesie.

  • Możliwość utworzenia / zbudowania / uzyskania zysku w więcej niż jednej firmie
    Nie trzeba już stawiać wszystkiego na jedną kartę. Można zbudować kilka serwisów, spróbować w kilku niszach, zawalczyć na więcej niż jednym froncie. I na dodatek nie trzeba poświęcać wcześniej wielu lat na to, żeby osiągnąć poziom pozwalający na stworzenie tych serwisów. Nauczenie się jednego z framework’ów to kwestia około kilku miesięcy. Później to już kwestia praktyki i wprawienia się.

  • Jeśli chcesz – globalny rynek do podbicia
    Jeśli nie wystarcza jednak rodzimy tort i okazyjne wisienki na nim dostępne, to równie dobrze można sięgnąć po tort o wiele większy. Wystarczy tylko mieć dobry przepis na ulepszenie takiego tortu. Wtedy można spokojnie sprawić sobie dużo większą łyżkę i czerpać nią do woli. Oczywiście trzeba mieć trochę więcej sił, żeby taką łyżkę dźwignąć, ale wszystkie składniki przecież są dostępne: mamy tu i możliwość szybkiego tworzenia, są i dostępne finanse, łatwość wdrażania i tani hosting też mogą to tylko ułatwić…

Dlaczegoż więc tak mało tych serwisów powstaje? Już nawet nie mówiąc o tych skierowanych na rynek globalny (nie ma tu praktycznie o czym mówić, poza kilkoma chlubnymi wyjątkami – Nozbe, częściowo Polar Rose), to na rynku polskim również wszystkie wymienione powyżej pozytywy nie przekładają się na lawinowy przyrost ilości nowo tworzonych serwisów. Przyczyn może być kilka. Spróbuję przeanalizować kilka z nich.

Możliwe powody

  • Chęć posiadania dorobienia się na jak najwcześniejszym etapie
    Przykład hipotetyczny:
    Kończę studia („branżowe”). Moi koledzy, nazwijmy ich „spoza branży”, idą do swojej pierwszej lub drugiej pracy. W każdym bądź razie są na początkowym etapie swojej kariery. Zarabiają 1-4K brutto, w zależności od branży czy stopnia fartu. Ja zaś od razu po studiach mogę na starcie zarobić więcej, niż moi koledzy po innych studiach, bo tyle mi proponują tzw. korporacje. Pewna kasa, pewny dochód. W wieku dwudziestu paru lat mogę już sobie wziąć kredyt na mieszkanie, żyć na całkiem innej stopie, niż moi koledzy. Powstaje pytanie: dlaczego niby miałbym z tego rezygnować i przez dłuższy czas inwestować swoją pracę i czas w coś, co nie jest tak pewne i co do czego nie wiadomo czy przyniesie w przyszłości zysk czy też okaże się niewypałem. Mogę mieć chęć zrobienia czegoś ciekawego, ale raczej nigdy nie będę miał na to czasu, bo przecież pracuję.
    Koniec przykładu hipotetycznego.
    Czy branie kredytu i wiązanie się umowami na kilkadziesiąt lat jest rozwiązaniem sensownym, to już jest całkiem inny temat. Chodzi tylko o to, że taka możliwość istnieje. I w młodym wieku, na dodatek na początku drogi „na swoim”, dość trudno jest ludziom takiej możliwości się oprzeć.

  • Duże zapotrzebowanie ze strony „biznesu” na programistów
    Gdyby bohater „hipotetycznego przykładu”rozpoczynał karierę od 2K brutto, jak jego inni koledzy, moim zdaniem byłoby dużo więcej startupów. Dużo więcej osób nie chciałoby pracować po 8-10 godzin za takie pieniądze i byłoby skłonnych podjąć ryzyko i spróbować czegoś na własną rękę. Zapotrzebowanie na takich pracowników jest jednak spore, różnice w zarobkach na starcie również. Na dodatek nie zmieni to się raczej w najbliższym czasie.

  • Awersja do ryzyka i niepewność sukcesu
    Muszę włożyć dużo wysiłku w coś, co nie wiadomo czy wypali, a jeśli wypali, to nie wiadomo kiedy. I na jaką skalę. Na razie jest za mało w Polsce przykładów typu nasza-klasa.pl, które są nagłaśniane przez media i przemawiają do wyobraźni ludzi poprzez liczby. Nawet jeśli te liczby idą na rozwój serwisu, a nie do kieszeni właściciela – ważny jest szum wokół tego, ważne jest dotarcie z taką informacją do mas i ważne jest, że takie liczby robią wrażenie. Poza Polską jest dużo więcej takich przykładów, co przechyla szalę na stronę wypróbowania czegoś własnego. W Polsce to jest na stadium początkującym, ale jeszcze przyjdzie na to czas. Może nawet niedługo.

  • Status
    Przykład hipotetyczny #2:
    - Cześć, jestem Piotrek.
    - Cześć, Marcin jestem.
    - Jestem CTO / system analyst / chief programmer / inny-fancy-stuff w XYZ.pl, a Ty?
    - Eeeee… jestem freelancerem / robię taką stronkę / pracuję nad takim serwisem, którego jeszcze nie ma / eeee… (?)
    Koniec przykładu.
    Status w życiu wielu ludzi jest jednak ważny. A przykład pierwszy zawsze dużo lepiej „brzmi” i wygląda na wizytówce, niż przykład drugi, gdzie nawet nie ma wizytówki.

  • Brak rozwiniętego ekosystemu startup’ów
    Dobrze, że nie ma rozwiniętego ekosystemu startup’ów, bo jeszcze niedawno nie było żadnego. Już się coś dzieje w temacie spotkań branżowych (wreszcie!), zaczyna działać więcej VC i aniołów biznesu. Jednak jeśli np. chcę sobie załatwić jakiekolwiek kwestie prawne dotyczące mojej obecnej tudzież przyszłej firmy, to praktycznie nie ma takiej osoby, do której bym się zwrócił, bo ma już doświadczenie w działaniu ze startupami i zna specyfikę rynku. A takich firm / osób powinno być wiele. Podobnie z księgowością. W dziedzinach pozatechnicznych jest jeszcze wiele do zrobienia w tym temacie.

Podsumowanie i wnioski

Z jednej strony wiele warunków potrzebnych lub koniecznych do powstawania nowych przedsięwzięć jest już spełnionych. Z drugiej jednak jest wiele aspektów, które ciągle jeszcze działają na niekorzyść. Dobrze jednak, że są te przeciwstawne siły. Że pozytywne aspekty już istnieją. Z czasem i wraz z rozwojem tych pozytywów coraz większa będzie też aktywność, coraz większa społeczna akceptacja i coraz większa chęć do robienia takich rzeczy. Coraz częstsza obecność tematów startupowych w miediach, tworzący się powoli ekosystem, aktywność portali na rynku akwizycji – coraz więcej tych jaskółek na niebie technologicznym. Oby wskazały drogę innym z ciepłych krajów.

Disclaimer: na potrzeby artykułu niektóre warunki zostały uproszczone bądź przejaskrawione, niektóre szczegóły i aspekty pominięte. Temat jest zbyt skomplikowany i szeroki, by zamknąć go w kilku punktach, więc specjalnie zastosowałem wersję uproszczoną, ale odzwierciedlającą pewne trendy. Proszę wziąć to pod uwagę przy ewentualnym komentowaniu. Zapraszam tym samym do dyskusji – poznanie zdania i dyskuja uczestników samego „ekosystemu” są jak najbardziej wskazane.

Liczba komentarzy: 14 ↓

#1 Był sobie chłopiec… — Alt + Sabon 11.07.07 o 1:05

[...] Dlaczego powstaje stosunkowo mało serwisów mimo ciągle zmniejszającej się bariery wejścia (freelance / startup / Ruby on Rails) [...]

#2 domino00 11.08.07 o 0:02

słuchaj, strasznie mądry i analityczny wpis, ale chyba zbyt długi, do tego co chcesz powiedzieć. Przeczytałem, ale zmęczyłem sie strasznie. Nie warto tak szczegółowo argumentować, ale

ad meritum:

niska bariera wejścia to nie wszystko, internet to przede wszystkim wysoka konkurencyjność – właśnie związana z niską barierą wejścia. Jednym słowem: w sieci jest już dużo przedsięwzięć, i trudno jest sobie znaleźć branżę, która nie jest już przez kogoś zajęta.

#3 Sabon 11.08.07 o 3:21

W Polsce trudno znaleźć niezagospodarowaną niszę?… Mocno w to wątpię. Dlaczego wszędzie indziej się da, a w Polsce miałoby się nie dać? Poza tym polski rynek i tak jest trochę z tyłu, więc jest w czym nadrabiać i co uruchamiać.

#4 domino00 11.08.07 o 9:35

Tyle, że w Polsce z niszy trudno wyżyć. Amerykańskie nisze są porównywalne z całym Polskim rynkiem (licząc np. ilością użytkowników). To dlatego w US każdy nawet nie bardzo trafiony pomysł znajdzie 1-2 mln użytkowników…

#5 Dominik 11.08.07 o 12:05

Dlatego trzeba łączyć kilka nisz. I cały czas się rozwijać. Ale zgadzam się z Dominikiem, wystarczy porównać raporty IAB.

#6 Sabon 11.09.07 o 0:15

W takim razie powstaje kolejne proste pytanie: dlaczego ludzie w Polsce nie robią „nie bardzo trafionych pomysłów” na rynek globalny, skoro to niejako „gwarantuje” im 1-2 mln użytkowników?

#7 Marcin 11.09.07 o 12:14

Niektórzy robią na rynek globalny (np. wikidot). Mi osobiście też wydaje się to fajną strategią (jak na startupy w ogóle)

#8 NetManiac 11.21.07 o 0:08

Wydaje mi się, że dobrze zdiagnozowałeś przyczyny…

Ale dodałbym jeszcze:

Brak tradycji/zwyczajów pracowania na swoim. W Stanach to jest naprawdę normalne. Tam, młodzi ludzie w swoim otoczeniu przeważnie mają kogoś, kto tak pracuje. Jest z kogo brać przykład.

A u nas? Prowadzenie drobnej firmy to jest prawdziwa mitręga – liczba papierów, zezwoleń. Nakłada na to się mentalność mocno socjalistyczno/etatystyczna i rezultaty są jakie są.

#9 Sabon 11.21.07 o 0:22

NetManiac,
Racja, brak nawet rozważań bycia na swoim jako jednej z opcji w życiu też gra tu dużą rolę. I biurokracja jest tu tylko częściowym wytłumaczeniem. Dużo większą rolę jednak gra wspomniana przez Ciebie mentalność.

#10 jwieczorek 11.22.07 o 12:13

Zgadza sie z mentalnoscia. Zauwazylem, ze moi rowiesnicy, ktorych rodzice prowadza/prowadzili swoje biznesy, czesciej sami zakladaja firmy. Natomiast znajomi, ktorych rodzice pracowali na etacie, zazwyczaj wybieraja etat. Jednen z moich znajomych powiedzial mi, ze nie moze isc na etat, bo rodzina go wysmieje. Ja z kolei czesto w domu slyszalem ze etat to „pewna posada”, „co miesiac masz pieniadze na koncie”, „malo, ale zawsze”, „masz ubezpieczenie”. Wybor nalezy do nas – ja wole zaryzykowac i isc na swoje.

#11 Shoovi 11.22.07 o 15:14

Czołem,
Poruszyłeś bardzo ciekawy temat, nad którym sam się często zastanawiałem.

Myślę, że prawda leży po środku. Trochę jest tu winy wychowania oraz echa poprzedniego systemu państwowego jak również systemu szkolnictwa. Myślę, że fala internetowych startupów dopiero zaleje nasz kraj, widzę już, że „woda się cofa” ;)

Tsunami nadchodzi wraz z nowym pokoleniem ludzi urodzonych na przełomie lat 90/9x

Dodam jeszcze, że wyjazdy (niekoniecznie emigracyjne) sprzyjają takiemu stanowi rzeczy. Podróże kształcą i otwierają umysły. To nie jest czczy frazes. Na zachodzie ludzie w trakcie studiów i po ich ukończeniu często wyruszają w kilku(nastomiesięczne) „tułaczki” po to aby odnaleźć siebie (na przykład) ,jest to dobry czas do przemyśleń, poznawania ludzi itd. W Naszym Kraju do niedawna kończyło się studia i szukało jakiejkolwiek pracy…

Myślę, że te czasy odeszły bezpowrotnie. I Bardzo Dobrze!

Wracając do myśli przewodniej ;) Rzeczywiście zastanawiało mnie czemu w Polsce nie robi się sajtów targetowanych na „cały świat” wszak internet nie ma granic. Sam staram się od niedawna uszczknąć tego międzynarodowego tortu tak więc zobaczymy co z tego wyniknie… jeśli będę miał coś ciekawego do napisania to na pewno podzielę się informacjami ;)
Pozdrawiam

#12 Shoovi 11.22.07 o 15:26

Zapomniałem napisać, że jest już kilka ciekawych blogów tematycznych w Polsce, które mają szansę zarabiać niezłe pieniążki (blogi o gadżetach, elektronice, nowych technologiach itd. ;)

#13 Mam pomysł, potrzebuję tylko programisty — Alt + Sabon 06.11.08 o 2:00

[...] Zawsze źle oceniamy to, czego nie rozumiemy. A to, co rozumiemy, możemy zrobić sami. Dlatego też powinno być tak, że to developerzy powinni poszukiwać ludzi, którzy się zajmą "stroną biznesową" serwisu, który już stworzyli, a nie odwrotnie. Dlaczego tak nie jest? W dużej mierze przedstawiłem to tutaj: Dlaczego powstaje mało serwisów mimo ciągle zmniejszającej się bariery wejścia? [...]

#14 Kamil 10.22.11 o 23:44

Nie jest tak źle. Liczba serwisów (tych mniejszych i średnich) ciągle rośnie. Możliwe że mniej jest tych większych, ale to pewnie związane z ryzykiem – w końcu coś może nie wypalić.

Zostaw swój komentarz